Bo czasami jest tak, że ktoś jedzie, bo musi...a my odkrywamy, że chociaż byśmy chcieli popaść w dramatyzm, zacząć spożywać alkohole, zjadać za dużo tortu ze śmietaną, kupić kilogram bułek pszennych i wszystkie obsmarować grubo masłem, czytać rzewne wiersze i słuchać piosenek Michela Boltona, znajdujemy w sobie niespożyte pokłady zrozumienia. A czasem nawet czujemy się niesamowicie spokojni i szczęśliwi, wiedząc, że to uszczęśliwia tego, który jest w drodze. No matter what.
Nie zmienia to faktu, że nagle wokoło robi się czarno-biało.